Powrót samochodem z Włoch, czy północnej Chorwacji, zachęca do postoju i odpoczynku w podróży. Częstą opcją przejazdu jest trasa prowadząca z Austrię i Czech. Już z daleka zbliżając się do przejścia granicznego widać na wzgórzu budynki przypominające pałac. To wizytówka Mikulova. Drugim punktem rozpoznawczym na horyzoncie jest położony kilka kilometrów dalej aquapark. To Aqualand Moravia. Zatrzymujemy się w pobliskiej miejscowości Drnholec. Hotel 14 Dveri jest naszą bazą wypadową po okolicy.
Drnholec
Szukając noclegu w pobliżu Mikulova, wyświetla się ciekawa oferta położonego kilkanaście kilometrów od niego hotelu 14 Dveri. Zasięgając wiedzy o miejscowości Drnholec gdzie znajduje się ów obiekt robi się interesująco. Czytam o pałacu, starym kościele, a nawet ratuszu. Skoro cena noclegu jest korzystna to dlaczego nie skorzystać? Przy okazji można poznać mniej znane miejsca, a nuż okażą się równie ciekawe co ich sławniejsi sąsiedzi za między. Nie wiem czy wieś posiada tak zwane centrum. Przez coś kojarzące się z taką lokalizacją przejeżdżamy w drodze do hotelu.
Jest kościół, jest przystanek, obok którego stoi zaparkowany autobus miejski. Jest szyld sieciówki sklepów spożywczych. Na jednym ze skrzyżowań uważne oko dostrzeże również na rogu restauracje. Spacerując po okolicy doliczymy jeszcze dwa inne sklepy spożywcze, niedostępny budynek, który jak można się domyślić jest opuszczonym pałacem, dawniej nazywany również zamkiem. Drzwi kościoła też są zamknięte. Boczne ulice prowadzą wśród domostw, To z reguły jednorodzinne domki z obejściem i podjazdem na jeden samochód.
Cały Drnholec to ostoja ciszy i spokoju. Trudno uwierzyć, że ktoś w tym miejscu porwał się na otwarcie hotelu. Parkujemy tuż przed wejściem. Drzwi wejściowe są zamknięte. W dniu zameldowania otrzymaliśmy wiadomość SMS, a w niej kod z dostępem do skrytki. W niej znajdują się karty, którymi otworzymy główne wejście i dostaniemy się do naszego pokoju. Od progu wnętrze wygląda ciekawie. Wszystko to za sprawą wystroju, mebli i dekoracji. Za zamkniętymi szklanymi drzwiami dostrzegam półki z winami. Miejsce wydaje się opuszczone. Jest cicho jakby oprócz nas nie było nikogo.
Hotel 14 Dveri Drnholec
Od głównego wejścia budynek wydaje się niepozorny. Jak się jednak okazuje jest on wpisany na listę zabytków. Dawniej była w tym miejscu remiza strażacka. Fakt ten przemawia do obecnych dopiero w chwili poruszania się po obiekcie. Choćby udając się na śniadanie napotkamy na niższych poziomach stare wozy doprzęgane do koni. Jak wskazuje nazwa hotelu dostępnych jest czternaście pokoi z różnorodną ilością łóżek. Ich wystrój w niczym nie przypomina historii zabytkowego budynku. Jest przestrzeń, wygodne duże łóżka, biurko i lodówka. Dostępny jest telewizor oraz wifi. Łazienka z prysznicem.
Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się wręcz luksusowe. Po rozgoszczeniu się można doszukać się paru mankamentów. Widać też nieubłagany ząb czasu, na przykład w samej łazience. Trudno zgadnąć kto tak naprawdę zarządza i opiekuje się obiektem, ale z pewnością przydałby się ktoś do pomocy, aby na przykład lepiej posprzątać łazienkę. Gospodarz hotelu pojawia się popołudniu. Oferuje degustacje win. Z jedzeniem jest już gorzej. My dziękujemy i ruszamy w poszukiwaniu czegoś poza 14 Dveri.
Mimo, że obiekt znajduje się tuż przy drodze, jest cicho i spokojnie. Wygodne łóżka pozwalają wypocząć po dłuższej podróży, czy zwiedzaniu Mikulova. Hotelowe śniadanie, choć samo w sobie nie jest niczym wyjątkowym to posiada cząstkę oryginalności, której nie powstydziłby się hotele w okolicach Doliny Pięknej Pani w węgierskim Egerze. Otóż do śniadania możemy spróbować lokalnych win. Drnholec to część Moraw uznawanych, za czeską Toskanię. Nie brakuje tu winiarni. Możliwość degustacji już przy porannym posiłku jest jak do tej pory nigdzie niespotykany przez nas zwyczaj.
Cutters Foodtruck Drnholec
Win próbujemy późnym popołudniem i kupujemy w hotelowym sklepie. Kto nie prowadzi ten degustuje też w trakcie pobytu w sąsiednim Mikulovie. Do wsi Drnholec przyjeżdżamy późnym popołudniem wierząc, że na miejscu uda się coś zjeść. Kiedy rezygnujemy z kanapek oferowanych do wina w 14 Dveri postanawiamy sprawdzić restaurację na rogu ulic, który rzucił się w oczy w chwili dojazdu do hotelu. Spacer pobudza apetyt. Jednak im bliżej jesteśmy bar tym bardziej wątpimy w nasycenie się czymś więcej niż czeskim piwem. Choć jest ono najlepsze na Świecie to nie da się nim nakarmić do syta.
Przed wejściem mam już obrazy ze starych czeskich filmów. Ten niby bar to piwiarnia, z wystrojem i zapachem jak za starych czasów. Wydaje się, że w Polsce byt takich miejsc zakończył się w dziewięćdziesiątych latach XX wieku. Przekraczamy próg i przenosimy się w czasie. Kobieta za ladą na szczęście rozumie o co do niej mówimy. Na zadane pytanie dotyczące jedzenia proponuje nam pójść kilka metrów dalej. Nie dociekamy dłużej i wychodzimy.
Tak docieramy pod bramę, która na pierwszy rzut oka raczej też nie napawa optymizmem. Wchodzimy do podwórza, na którym ustawiono ławy i stoły. Siedzi przy nich kilka osób, piją piwo, ale też jedzą. Z bocznych drzwi budynku wychodzi naglę uśmiechnięta kelnerka. Wita nas i zaprasza dalej. Po chwili przynosi menu od razu zamawiamy piwo. Jest też kofola, ale dziś ją sobie daruje. Zdjęcia w karcie sprawiają, że serce bije szybciej. Jednak czy tak efektowna prezentacja zostanie odzwierciedlona w rzeczywistości? Jesteśmy głodni, musi nam smakować wszystko. Oby tak było.
Burgery z Cutters Foodtruck
Drnholec to baza, w której stacjonuje Cutters Foodtruck. Po załączonym do menu opisie wnioskujemy, że knajpa posiada swoje wozy i sprzedaje swoje burgery w okolicznych bardziej i mniej znanych miejscach. Czy to kanapki, czy inne dania prezentują się smakowicie. Patrząc na zdjęcia nadzieja rośnie razem z apetytem. Zamawiamy i popijając piwo cierpliwie czekamy na nasze burgery. Czas płynie na rozmowie, wspominamy początek naszego wyjazdu i najlepsze burgery od Nase Maso w Pradze. Zgadzamy się, że w trakcie pierwszej wizyty smakowały lepiej niż w czerwcu.
I gdzieś w tym momencie pojawia się kelnerka. W jednej ręce trzyma burgera, którego stawia przede mną. Chociaż patrzę na niego, muszę go dotknąć, uwierzyć, że jest prawdziwy, że nie jest atrapą czy wyciętą ze zdjęcia makietą. Wygląda obłędnie! Głód za pewne robi swoje. Wypite do połowy piwo również. Resztką opanowania staram się zrobić chociaż jedno zdjęcia aby uwiecznić to kulinarne dzieło, a przecież jeszcze nawet nie ugryzłem! Biorę burgera do ręki, otwieram szeroko usta i zaczynam jedzenie.
Nie przypadkiem znalazło się wspomnienie o Nase Maso i wizycie przy okazji koncertu AC/DC w Pradze. Gdyby wtedy wszystko było tak idealne jak za pierwszym razem, nikt nawet nie odważyłby się porównywać jakiekolwiek inne burgery skądkolwiek. Tymczasem siedzimy na drewnianej ławie, w cieniu drzew, w otoczeniu kilku innych gości, bez kolejek i przełykamy kolejne kęsy burgera, który wydaje się pyszny, z doskonale wysmażonym kotletem, roztopionym serem, ze smaczną bułką, sosem i dodatkami. Czechy burgerem stoją? O co chodzi?!
Morawy
Do Cutters Foodtruck w Drnholecu wracamy jeszcze raz. Nie po to aby upewnić się czy to wszystko co spotkało nas za pierwszym razem nie jest przypadkiem snem. Nie było. Oprócz burgerów warto spróbować sałatki porkbowl czy quesadillas. Jedzenie jest bardzo dobre. Do tego czeskie piwo lub kofola sprawić może, że niczego w tym momencie wam do szczęścia nie będzie potrzeba. Stacjonarna miejscówka Cutters w Drnholecu jest klimatyczna, załoga przyjaźnie nastawiona i z uśmiechem witająca każdego stającego w bramie ogródka. Udziela się swojska atmosfera. To wszystko czyni to miejsce wyjątkowym.
Utwierdzeni w swych sądach, zgadzamy się, że top 2025 pod względem burgerów w Czechach przypada Cutters Foodtruck w Drnholecu. Fakt, że Morawy okazują się perełką wartą powrotów, daje dużą szansę znów odwiedzić Drnholec. Na wspomnienia trzeba sobie ciężko zapracować i warto przy tym je szanować, bo nie zawsze drugi raz bywa lepszy. W zasadzie to nie mus. Ważne, że był równie udany. Drnholec okazało się pozytywnym zaskoczeniem. Wart uwagi hotel 14 Dveri, skąd szybko dojedziecie do Mikulova czy Aqualandu Moravia.
Ruszając w dalszą podróż w kierunku Polski, kierując się na Brno ominiecie też korek, który tworzy się przy Mikulovie. Tworzy się on od wschodu słońca, sznur aut ciągnie się przez niemal cały dzień. To wąskie gardło, któremu nie pomaga jedno i drugie rondo. Jeżeli szukać w nim pozytywnych stron, to macie w tym momencie szanse rozejrzeć się po okolicy i zdecydować czy w drodze powrotnej z południa Europy nie warto zatrzymać się. Według nas warto.
___
Lokalizacja: Drnholec, Czechy
Zdjęcia: źródło własne, lipiec 2025
Hotel 14 Dveri Drnholec














