Restauracje Broadway Brewhouse, Hooters, Honky Tonky Central i Acme Feed & Seed przy Broadway Street w Nashivlle oraz BBQ w Lynchberg, Tennessee, Stany Zjednoczone


Amerykańskie jedzenie? Hamburger, frytki i cola. Nie będę się sprzeciwiał jeśli myślisz inaczej. Sam też doszedłem w końcu do takiego wniosku i zmieniłem zdanie.
Z uwagi na opisane poniżej miejsca pobytu, w celu pełnego oddania ich klimatu, uwzględniono nazwy napoi alkoholowych. Pod żadnym względem tekst nie nakłania do picia alkoholu. Jest on relacją oddającą niezapomniany czas i miejsce jakim jest Nashville w stanie Tennessee
Będąc w Stanach Zjednoczonych chciałem zjeść amerykańską kanapkę z kotletem, spróbować lokalnych frytek i napić się, nie koniecznie coli. Wszystko to poza utartymi standardami flagowych fast foodów. Mając na uwadze, że odwiedziłem również McDonald's oraz Burger King wychodzi, można odnieść wrażenie, że żywiłem się tylko "śmieciowym jedzeniem". Pomijając hotelowe śniadania, spróbowałem również prawdziwego BBQ. Tak, byłem w raju.

Zanim do niego trafiłem, po zameldowaniu się w Sheraton Nashville Downtown Hotel w Nashville, odświeżającym prysznicu, ruszyliśmy na kolację. Cel Broadway Street, typowa amerykańska restauracja, z kanapami, kelnerkami i muzyką. Rzeczywistość przerosła wszelkie wyobrażenie. Słynna ulica w Nashville składa się przede wszystkim z takim przypadków. Pomimo niezliczonej ilość restauracji i pubów o miejsce nie tak łatwo. W końcu udało się. Zasiadamy na tapicerowanych kanapach w Broadway Brewhouse.

Broadway Brewhouse

Dostajemy kartę i po chwili kelnerka wraca do nas. Klasyczne hamburgery, porcja frytek. Do picia? Łamiemy zasadę "only USA". Naszą podróż do Stanów Zjednoczonych oblewamy szklaneczką Jack Daniel's Fire. Ciekawy jak smakuje po tej stronie oceanu zamawiamy po Guinessie.

Napoje trafiają na stół. Wznosimy toast i przyglądamy się wszystkiemu dookoła. Klimat jak z filmu, niczym sen, ciężko w to uwierzyć, ale dzieje się. Kelnerka przynosi dwa talerze i półmisek z frytkami. W duchu dziękujemy, że zamówiliśmy tylko jeden.


Kanapki hamburgera z odkrytą górną częścią bułki, podane są ze świeżymi warzywami. Smak doskonałości.

Zapytani przez obsługę czy wszystko w porządku prosimy o tutejsze piwo. Najlepsze, ale amerykańskie. Dostajemy Bud Light. Guiness to marka, z która nie ma porównania. Łyk z nowo przyniesionej szklanki, pozostawia wrażenie mixu piwa ze spritem. To nie może być lokalna duma. Z drugiej strony kto w stanie Tennessee przedkłada piwo nad whiskey?

Najedzeni ruszamy na dalszy spacer po Broadway Street by w końcu dotrzeć do hotelu na zasłużony odpoczynek.

Wyspani, po smacznej owsiance na śniadanie i dużej ilości american coffee rozpoczynamy dalszy ciąg zwiedzania Nashville. Sklep za sklepem, kolejne uliczki. Czas coś zjeść. Wybieramy restaurację Hooters.

Hooters

Nie ma ściany, na której nie wisiałbym 40to-50cio calowy telewizor. Na każdym ekranie inny program telewizyjny. Są newsy, jest amerykański football, gdzie indziej baseball czy też program o samochodach.

Wszystkie kelnerki ubrane w jednakowe stroje. Białe koszulki i pomarańczowe spodenki. Uśmiech nie znika z ich twarzy. Siadamy na wygodnych kanapach i zabieramy się do przeglądania menu. Bierzemy zestaw z hamburgerami. Danie składa się z czterech małych kanapek. W rzeczywistości ograniczają się one do dwóch rodzajów, w tym jedna z nich jest z kurczakiem. Porcja frytek. Zestaw wystarcza by zaspokoić głód. W planie jest wycieczka do tutejszego McDonalda. Do kolacji powinniśmy wytrzymać.


Do picia piwo Budweiser w dzbanie. Już po powrocie dowiaduje się, że amerykańska produkcja jest niezależna od tej wytwarzanej w Czechach. Na pewno smakuje lepiej niż Bud Light.

Honky Tonky Central

Zaglądamy jeszcze do jednego z najsłynniejszych miejsca na Broadway Street. Trzy poziomowy pub Honky Tonky Central. Z piwkiem w ręku można popatrzeć na żyjącą pełną piersią ulice. Do moich rąk trafia Hap & Harry's. Zadecydowała etykieta z napisem "Tennessee Lager". Szkoda, że nie trafiliśmy na nie dzień wcześniej. Zdecydowanie najlepsze z piw jakie piłem w Nashville.

W Broadway Brewhouse, Hooters i Honky Tonky Central można poczuć amerykański klimat. Zabrakło mi jeszcze opcji śniadaniowej, z naleśnikami i sosem klonowym, gdzie kelnerka dolewa bez limitu kawę. Może następnym razem. Teraz poranne posiłki spożywaliśmy w hotelowej restauracji. Narzekań do powodu nie było.

Acme Feed & Seed

Kolacje w drugim dniu pobytu spożywamy w Acme Feed & Seed. To kamienica, gdzie na każdym piętrze odbywa się inna impreza. My trafiamy na zamknięte przyjęcie. W zasadzie od tej chwili rozpoczynają się uroczystości związane z obchodami 150 rocznicy powstania Jack Daniel's.

W dalszej części pominę opis podawanych napojów. Wspomnę jedynie, że na doskonale zorganizowanej imprezie można było napić się również napoi bezalkoholowych. Korzystano z tej opcji szczególnie w momencie gdy częstowano się serwowanymi daniami. Hamburgery w różnych opcjach mięsiw. Za to prawdziwym hitem okazał się deser - szarlotka z lodami. Czy do jej sporządzenia dodano odrobinę No. 7? Wyśmienita!

Istnieje jedna różnica w hamburgerach serwowanych w stanach poza McDonald's czy Burger Kingiem. Oprócz kotleta różnica twki w samej bułce. Nie łatwo opisać jest jej smak. Stwierdzenie, że to polski rogal bez cukru jest sporym uproszczeniem. W naszym kraju nie spotkałem się z pieczywem o takiej skórce i smaku.

Na najwyższym piętrze Acme Feed & Seed mieści się taras, gdzie sącząc drinka można podziwiać miasto nocą. Patrzymy przed siebie i oddychamy pełną piersią. Czas leci nieubłaganie. Czas wracać do hotelu i odpocząć.

BBQ w Jack Daniel's Distillery, Lynchberg

Poranna kawa, śniadanie i czekamy na autobus, który zawiezie nas do Jack Daniel's Destyllery w miasteczku Lynchberg. Nie przypuszczałem, że ten dzień będzie wyjątkowy również z powodu gastronomii.


W trakcie poczęstunku, na wzgórzu destylarni, jem najpyszniejsze kawałek mięsa w swoim życiu! Jak to jest zrobione? To tajemnica kucharza. Tak powinno wyglądać BBQ. Z każdym kęsem rozpływa się w ustach. Doskonale przyrządzona, upieczona. Biorąc kolejne kawałki do ust miało się wrażenie, że podniebienie przenosi mnie w inny wymiar. Niezwykłe, niesamowite i jedyne w swoim rodzaju. Pokochać Stany nie jest trudno. Także za sprawą jedzenia.

Najedzeni serwujemy "coś" na trawienie. W końcu to urodziny firmy, która kultywuje w swej produkcji niezmienność. Doskonałość? W każdym calu, również na podanych gościom potrawach.

Chciałem i spróbowałem. Dostałem znacznie więcej. Mam co wspominać i do czego tęsknić gdy zastanawiam się co by tu zjeść.