Wisła i Ustroń, Równica i Czantoria

Całą śląska aglomeracja skupiona przy Katowicach ma coraz większe możliwości na relaks w trakcie weekendów. Chorzowski Park Kultury i Wypoczynku wbrew pozorom nie jest w wakacje tak bardzo oblegany. Można spotkać niekrótką kolejkę na kąpielisko Fala, do Wesołego Miasteczka czy Zoo, ale pozostałe przestrzenie dają poczucie swobody. Szczególnie tyczy się to ścieżki rowerowej skrytej pomiędzy drzewami. Są też miejsca na chwilę odpoczynku w cieniu gałęzi lub jak kto woli w blasku słońca.

Jeśli czas i budżet gospodarstwa domowego pozwala można wybrać się w dalszą drogę. W przypisaną regionowi śląska część Beskidu i jego dwa centra – Ustroń i Wisłę. Równica i Czantoria to największe atrakcje pierwszego z nich. Natomiast w rodzinnym mieści największej współczesnej gwiazdy w skokach narciarskich oprócz nowej, robiącej nie małe wrażenie skoczni narciarskiej pozostaje jeszcze Park Wodny Tropikana.

Wieść o istnieniu parku linowego na Równicy rozniosła się drogą pantoflową. Do atrakcji tego miejsca dołączył tor saneczkowy skupiający wokół siebie kila innych rozrywek. Na miejscu znika jedynie obawa co do spraw żywieniowych. Jak grzyby po deszczy powstają kolejne karczmy. Wśród nich budki z fast foodem i zaniedbane z zewnątrz schronisko. Robiąc spacerowy rekonesans z pustymi żołądkami nie zrażamy się skorodowanym dachem. Wchodzimy do środka i mimo, że ludzi nie wielu zostajemy.

Siedząc przy stole dopadła mnie refleksja, że to właśnie w tym miejscu zaczęła się moja przygoda z górami, to tutaj kupiłem pierwszą odznakę GOT. Równica była pierwszym szczytem, na którym się znalazłem.

Wnętrze schroniska nie wiele się zmieniło, jest przytulnie i swojsko zarazem. Fajne jest to, że nie próbuje się tego miejsca dostosować do panujących trendów przerabiania wszystkich lokali na modłę starych chałup rodem z cepelii.

Jedzenie niczego sobie. Smaczna kwaśnica i niespotykana przeze mnie do tej pory w żadnym menu sałatka. Jak mogłem nie wpaść do tej pory na takie połączenie smaków! Składniki bliskie kompozycji greckiej z tym wyjątkiem, że zamiast sera feta dodano maliny oraz pokrojone na kawałki truskawki. Puszczające soki i charakterystyczne smaki zmieszały się tworząc oryginalny bukiet smakowy.
Równica jeszcze nie straciła do końca swojego turystycznego uroku. Popularność trekkingu ma odzwierciedlenie również tutaj. Nie brakuje ludzi wędrujących z kijkami po szlakach.

Bez wątpienia najbardziej czynny pełen wrażeń odpoczynek gwarantuje w tym miejscu Park Linowy Funtour. Kilka tras o różnym stopniu trudności w tym jedna dla młodszych adeptów wspinaczki. Dzieci od początku trasy asekurowane są stałym wpięciem w linę. Emocji jednak nie brakuje, a komu mało ten może wybrać się na drugi z osławionych szczytów Ustronia – Czantorię. Tam również otwarty został park linowy. Jedna trasa z wysokim poziomem adrenaliny. Pod opieką instruktora na trasę dopuszczane są również dzieci w wieku około 10 lat. Sporo wrażeń, przeplatanych ze strachem, który zaciera się wraz z ostatnim zjazdem.

W lecie Czantoria słynie przede wszystkim z wyciągu krzesełkowego. Przy jej górnej stacji rozlokowało się kilka punktów gastronomicznych. Przy bezchmurnej ciepłej niedzieli można spotkać tam tłumy. Warto zaliczyć więc jedną z atrakcji, obok parku linowego, również tor saneczkowy i zjechać udając się w kierunku centrum Ustronia.

Tłum niedzielnych turystów nie ma odzwierciedlenia w zapewnieniu im wszystkim szybkiego dostępu do dobrego jedzenia. Idąc za pocztą pantoflową wybraliśmy jedną z dwóch proponowanych opcji. Zostawiliśmy na inną okazję restaurację chińską i wybraliśmy naleśnikarnię Delicje. Szczęście dopisało w znalezieniu miejsca. Mały co prawda stolik dla trzech osób, który dla nas akurat okazał się wystarczający dostaliśmy zaraz przy wejściu, nie czekając ani minuty. Inni tyle łaski od losu nie mieli, zmuszeni do czekania na wolny stolik. Kiedy usiądzie się już wygodnie, zamówi napoje należy uzbroić się w dużo cierpliwość. Zanim dostaniemy nasze danie warto zamówić sobie choćby bardzo dobrą kawę mrożoną.

Zamówiliśmy naleśniki na piwie: z nadzieniem burgundzkim, meksykański zapiekany z pikantnym sosem ze świeżych pomidorów, po kubańsku zapiekany z serem, toskański. Była też sałatka z krabami i krewetkami. Najsmaczniej wypada pozycja meksykańska. U reszty też wad niedostrzeżona. Iście syto i jednym słowem smacznie, przy zarobionej, ale miłej obsłudze. Oblegające tłumy niech świadczą za dowód o wartości polecanych potraw w ładnie wystrojonej naleśnikarni Delicje.
Miejscowość Wisła nie może narzekać na brak ilości kawiarni, cukierni i restauracji o różnymi stopni zróżnicowania menu. My trafiliśmy do Klubu Olimpijczyka.

O ile w niewielkim stopniu udało mi się zadowolić moją chęć zjedzenia dobrej ryby (za tłusto smażony filet z mintaja, choć do zjedzenia, bez rewelacji) to zostaliśmy zaskoczeni bardzo dobrą pizzą. Wypiekana w piecu smakowała wyjątkowo smacznie. Nazwa restauracji w takim mieście jak Wisła oczywiście zobowiązuje do pochwalenia się wybitnymi gośćmi. Dominował rzecz jasna Adam Małysz i jego były trener Apoloniusz Tajner. Jednak wśród rekomendacji złożonych w formie podpisu na ścianie można było dostrzec również takie osobistości jak choćby Kaja Paschalska. Nie wiem czy ten fakt kogoś zachęci, więc ja podtrzymuje jedynie, że warto spróbować w tym miejscu dobrej pizzy.

Prócz jedzenia warto dać ciału odrobinę innych form przyjemności. Te zapewnia hotel Gołębiewski ze swym Parkiem Wodnym Tropikana. Posiadając w pakiecie wynajętego pokoju nieograniczony czasowo dostęp do wszystkich basenów, zjeżdżalni, a przede wszystkim kąpieli w jacuzzi w różnorakich odmianach kąpieli, sauny, czy groty lodowej lub solnej można zrelaksować się całkowicie. Sprzyjające warunki pogodowe zapewniają dodatkowe odprężenie na zewnętrznych tarasach. Kiedy zmęczy nas mocno grzejące słońce wskakujemy znów do jednego z jacuzzi lub basenów mieszczących się pod zadaszeniem.

To nie narzucona forma spędzenia czasu poza domem bez konieczności przemierzania setek kilometrów od śląskiego miejsca zamieszkania. Może wydawać się mało intensywna, nie mniej to jednak pozory. Tak naprawdę jedzenie nie pochłaniało aż tyle czasu jakby mogło wydawać się z tekstu. Główne atrakcje wyjazdu w postaci spędzonego czasu na basenach czy w parkach linowych sprawiły, że czas niepostrzeżenie mijał. Intensywnie lecz sympatycznie i przede wszystkim odprężająco.
___
Tekst archiwalny z 12.11.2010 r.